#niemaefektubezbrakujacegoelementu

Nie ma efektu bez brakującego elementu – to fakt, o którego prawdziwości przekonałam się już wcześniej ale też widzę to każdego dnia obserwując swoje ciało i jego reakcje. Temat będę poruszała ze szczegółami wielokrotnie i to w kontekście każdego „puzzelka” z osobna. Na razie to króciutkie wprowadzenie :).

Nasz organizm to pewnego rodzaju maszyna. Potrzebuje odpowiednich mechanizmów po to żeby wszystko funkcjonowało dokładnie jak trzeba. Często wystarczy, że brakuje choćby jednego z nich a już cała praca ustaje i robi się problem, a nawet dwa, trzy i… mamy katastrofę w kwestii zdrowia, samopoczucia, urody…

Każde ciało jest inne a więc i potrzebuje różnych bodźców do prawidłowego funkcjonowania. Jednemu wystarczy dieta tzw. MŻ czyli mniej żreć, trochę ruchu i już czuje się OK – przy czym warto dodać też, że to „OK” bo to pojęcie względne bo taka osoba może nie wiązać ze sobą tego, że tu coś boli, tam strzyka i jest to związane np. z nieprawidłowym odżywianiem, a w jej mniemaniu dieta jest prawidłowa. Jednak więcej o tym już wkrótce :).

Wracając do tematu…

Sposób odżywiania i aktywność fizyczna to często za mało. Zapominamy o takich kwestiach jak odpowiednia ilość i jakość snu, regularny relaks, prawidłowa(!) suplementacja, dzienna dawka wypijanej wody. Bywa, że to wszystko nadal nie wystarcza. Tak było i jest u mnie. Muszę wspierać się m.in. akupunkturą, refleksologią. Nieraz miałam ochotę poddać się bo wydawało mi się, że robię już wszystko co tylko możliwe a nie ma oczekiwanego efektu. Jednak później znowu okazywało się, że ta moja mądra Mamuśka ma rację i że znajdzie się kolejny sposób (następny brakujący element układanki) żeby było lepiej. Teraz mogę to tylko potwierdzić :). Na każdego znajdzie się metoda! Najważniejsze to się nie poddawać i szukać aż do skutku.

Jest jeszcze jedna kwestia którą chcę poruszyć już teraz a dokładniej opiszę w dalszych notkach. Otóż często nie zwracamy uwagi na to, że naprawiając jedno, psujemy drugie. Dotyczy to zarówno odżywiania, suplementów, treningów ale nie tylko. Jednym z przykładów na szybko niech będą produkty bezglutenowe. Osoby chore na celiakię czy mające „tylko” nietolerancję glutenu, chcąc mieć namiastkę glutenowych smakołyków sięgają po ich bezglutenowe zamienniki. Problem w tym, że ¾ z nich to, nie bójmy się użyć tego stwierdzenia, chemiczny syf z długaśną i przyprawiającą o zawrót głowy, etykietą. Drugim przykładem niech będą suplementy. To, że bierzemy je bez uprzednich badań (co może być BARDZO szkodliwe) to jest jedno. Problemem jest także to, że często kiedy sięgamy po suplementy (ale też leki) nie czytamy ich składu. Wielu osobom wydaje się, że jak są obecne w nich nawet śladowe ilości cukru/glutenu/laktozy to nic się nie stanie. Owszem, u ludzi bez nietolerancji będzie wszystko OK. Gorzej u tych, którzy reagują właśnie nawet na te najmniejsze ilości jak ja, a jakże ;). Naprawdę, widziałam zdecydowaną różnicę w funkcjonowaniu mojego organizmu kiedy dokładnie czytałam etykiety suplementów. Z kolei jeśli chodzi o aktywność fizyczną to popełniany jest tutaj duży błąd zarówno w ilości jak i jakości treningów, które także (jak zresztą WSZYSTKO inne) są kwestią indywidualną. Niestety ale i wielu fit „guru” (celowo cudzysłów) często powtarza, że żeby np. schudnąć to TRZEBA trenować tyle i tyle, wyciskać z siebie siódme poty bo bez tego nie uda nam się osiągnąć zamierzonego efektu a przy tym pokażemy jacy jesteśmy słabi. #olaboga. Nadmierny wysiłek i to nie w takiej formie jak trzeba to często szybujący w kosmos kortyzol ale także wiele innych skutków, które dla naszego organizmu (a więc i samopoczucia) są zabójcze. To temat rozległy i bardzo ważny, podobnie zresztą jak każdy z elementów układanki. Nie chcę więc traktować go po macoszemu, dlatego jak wspomniałam wcześniej, szerzej opiszę wszystko w kolejnych notkach :).

Na koniec napiszę jeszcze jedno i co uważam za podstawę swojego zdrowia i dobrego samopoczucia czyli obserwację swojego ciała i regularne (na tyle ile NFZ/portfel) badania. Bez tego naprawdę ani rusz.

P.S. Przed samym startem akcji #genowelove, a już po zrobieniu zdjęć promocyjnych, kolejny raz przekonałam się jak ważny jest każdy element układanki i jak ciało (w moim przypadku gigantycznie zatrzymana woda) potrafi zareagować gdy go brakuje ale i jak szybko wraca do siebie gdy już jest „jak trzeba”. Chcesz wiedzieć co to było? Obserwuj bloga 🙂

Daj znać, że jesteś!

By | 2019-08-05T20:44:15+02:00 5 sierpnia , 2019|Ważne|