W spirali DNA

Impulsem do stworzenia tego bloga była moja 18-letnia, trudna walka (którą możesz poznać tutaj [link] o zdrowie, sylwetkę i w konsekwencji o normalne życie.
To było BARDZO trudne doświadczenie, z ogromną ilością łez, błędów (nie tylko moich ale i „specjalistów”) a także straconych pieniędzy, czasu i energii. Jednak, jak się okazuje, to wszystko było po coś i widocznie musiałam przejść tę ciężką drogę po to aby przekonać się i pokazać, że MOŻNA, nawet jeśli coś wydaje się już niemożliwe do osiągnięcia. Świetna lekcja życiowa.
Wiele razy miałam poczucie, że zrobiłam wszystko co mogłam i że doszłam do ściany, a za nią nie ma już nic i jedyne co pozostaje to usiąść i płakać. Czas, a raczej odpowiedni Specjaliści przez duże S, pokazali mi, że rozwiązanie na moje (i rzeszy osób takich jak ja) problemy jest bliżej niż się wydaje.

Wyjaśnienie zagadki dlaczego, mimo pilnowania diety, aktywności fizycznej, suplementacji etc. miałam problemy z funkcjonowaniem organizmu, okazało się zaskakujące. To wszystko wina genów, ale (na szczęście!) to nie jest wyrok. Dlaczego? Mimo, że nie przeskoczymy pewnych predyspozycji takich jak wzrost czy typ sylwetki, to na funkcjonowanie naszego organizmu już mamy wpływ i to o wiele większy niż nam się wydaje. Według doktora Davida Hebera z Uniwersytetu Kalifornijskiego „geny to pistolet ale to my (m.in. dietą, stylem życia) pociągamy za spust”. Tak naprawdę wszystko co robimy i jaki tryb życia prowadzimy, odbija się na całym naszym organizmie. Kluczowe jest też w jaki sposób to robimy, ponieważ przykładowo różne produkty należące do kategorii „zdrowego jedzenia” niekoniecznie są tak odbierane akurat przez nasze ciało. Co równie ważne WSZYSTKO to kwestia indywidualna i każdy ma swój własny klucz do dobrej kondycji całego organizmu. Dotyczy to zarówno diety jak i suplementacji, typu/jakości/ilości a nawet pory wykonywania treningu, stresu i umiejętności radzenia sobie z nim, ilości snu ale także wielu innych czynników o których piszę na blogu. Ja dzisiaj, patrząc z perspektywy czasu, na to co robiłam, widzę kiedy pogarszałam swój stan zdrowia a kiedy byłam w lepszej formie. Dopiero jednak po znalezieniu brakującego elementu, wszystko ułożyło się w logiczną całość.

Dzisiaj, mając ten ogrom doświadczeń, swoje kroki skierowałabym w pierwszej kolejności do genetyka, zamiast błądzić jak dziecko we mgle. Dopiero gdy wykonamy gruntowne badania i mamy odpowiednią diagnozę wskazującą gdzie znajduje się główne źródło problemu, możemy podjąć kolejne kroki u odpowiednich specjalistów. Dopóki tego nie zrobimy, będziemy „leczyć syfa pudrem”. Moja wspaniała specjalistka medycyny żywienia, która jako jedyna pomyślała jaki mogę mieć problem i zleciła odpowiednie badania, od początku mówiła mi, że trzeba skupić się na leczeniu organizmu a chudnięcie to będzie przyjemny skutek uboczny. No cóż… Dzisiaj mogę tylko potwierdzić :).

Ogromna ilość chorób z jakimi mamy do czynienia w obecnych czasach ma swoje źródło w genach, z czego mnóstwo osób nie zdaje sobie sprawy. O wielu z nich, a także o tym jak próbować im zapobiegać czy łagodzić objawy oraz skutki, z pewnością będę także pisać.

Z racji tego, że problem dotyczył mnie, muszę tutaj wspomnieć o przykrym zjawisku, towarzyszącym nam od wielu lat, związanym również wbrew pozorom z genami. Tym trendem jest presja posiadania idealnego ciała i bycia fit za wszelką cenę. Stosowanie kolejnych diet mających dać efekt mniejszego czy większego cudu, coraz bardziej katorżnicze treningi, suplementy „na wszystko” i cały wachlarz innych propozycji mających dać efekt WOW. Owszem, popieram i sama zachęcam do tego, że dbać o siebie i robić wszystko co można aby czuć się dobrze w swojej skórze ale… dlaczego tak często zapomina się o tym, że wszystko zaczyna się od zdrowia i tak samo kończy? Dopóki nasz organizm nie będzie odpowiednio dobrze funkcjonował, możemy zapomnieć, że będziemy czuć się i wyglądać dobrze. Pseudodietetycy, fit „guru” i inni „specjaliści” – nie boję się użyć tych słów – atakują nas swoimi mądrościami krzycząc, że określone diety, treningi i ogrom innych złotych rad będą gwarancją sukcesu. Kiedy kolejny raz czytam/słyszę takie brednie, mam ochotę im odpowiedzieć: G…UZIK prawda! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Każdy nas to inny organizm, z własnym DNA i predyspozycjami. Nie ma zatem jednej uniwersalnej recepty na sukces która będzie działać na każdego. Często wręcz decydują niuanse i niech na szybko przykładem będzie to, że nie jedząc glutenu nie oznacza to automatycznie, że wszystko co bezglutenowe, jest już tolerowane przez organizm. Możemy zatem między bajki włożyć kolejne wygłaszane ogólne teorie którymi jesteśmy cały czas bombardowani. Indywidualne podejście jest kluczowe aby osiągnąć trwały sukces, ponieważ dopiero kiedy naprawimy to co szwankuje w naszym organizmie, możemy myśleć o realizacji kolejnych planów. Jednak niezmiernie ważna jest także akceptacja tego co jest nie do przeskoczenia ze względu na predyspozycje. Kiedy zyskamy tę równowagę i nasze ciało jak i umysł funkcjonują tak jak powinny, pojawia energia, uśmiech na twarzy i TEN błysk w oku i wówczas, mimo przeciwności losu, chce się żyć. Człowiek inaczej patrzy na świat i na siebie. Jest harmonia. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stajemy się atrakcyjni zarówno w swoich oczach jak i w cudzych. Co nam z tego, że przez bliżej nieokreślony czas uda nam się być fit, jak prędzej czy później organizm zbuntuje się bo nie wytrzyma tej presji, zwłaszcza kiedy nie ma do tego predyspozycji genetycznych?
Wierzę, że „osoby z branży” mają dobre intencje tylko szkoda, że wielu z nich nawet nie pomyśli, że NAPRAWDĘ każdy z nas jest inny i że zalecanie ogólnie utartych wzorców, zamiast pomóc, może być gwoździem do trumny. Psychicznej i fizycznej.

recepta na zdrowieMówi się, że genów nie da się oszukać. Owszem, można to zrobić i ja, z pomocą ODPOWIEDNICH osób, udowadniam to ALE to na co nie mamy wpływu, pozostaje nam zaakceptować. Trzeba to zrobić. W przeciwnym razie, dosłownie siada nam psychika w wyniku permanentnego stresu, a to jeden z najgroźniejszych wrogów uszkadzających nasze DNA, a zatem funkcjonowanie całego organizmu. O stresie i innych czynnikach wpływających zarówno na nasze ciało jak i psychikę, piszę więcej tutaj [link] i [link]. To temat rzeka zatem… zapraszam do lektury :).

Moim celem jest uświadomić wielu osobom, takim jak ja jeszcze niedawno, walczącym z wiatrakami każdego dnia o swoje lepsze jutro, że naprawdę za wszystko odpowiedzialne są geny ale też, że nie jest to wyrok. Nie traktuj genów jako wymówki aby odpuścić sobie dalszą walkę. Uwierz, że nie warto. Wystarczy, że podejdziesz do tego we właściwy sposób. Odpowiednia diagnoza, indywidualne podejście (dieta, trening etc.), zdrowy rozsądek, pozytywne nastawienie, obserwacja swojego ciała, silna wola (bez oszukiwania!) i dobra organizacja (przekonasz się jakie ma znaczenie) to klucz do sukcesu. Gwarantuję Ci to :).

Zdrowienie jest procesem i nic nie zadzieje od razu. Jednak niezależnie od tego jak długo potrwa Twoja walka, uwierz, że tym naprawdę warto dać z siebie wszystko. Tym razem wygrasz. Zaufaj mi.

Daj znać, że jesteś!

By | 2019-05-19T13:51:29+02:00 3 listopada , 2018|Dowiedz się więcej|